Nate siedział na pniaku pod drzewem i oglądał spektakl z innej epoki, zastanawiając się, nie po raz pierwszy, gdzie naprawdę jest. .
- Skończ jeść.. - A to co takiego, Euryklejo! - zawołała. - Czyś ty zwariowała? To tak się przyjmuje człowieka szlachetnego rodu? Najpierw szorujesz mu stopy niemal obdzierając ze skóry, a potem puszczasz jego nogę i przewracasz miednicę? Uważaj, bo każę cię wychłostać, chociaż masz siwe włosy!. Było to radosne zakończenie udanego wieczoru. Pozostawała jeszcze kwestia nieznajomego, który wykazał się tak złym smakiem, że dał się zabić przy moim stoliku. Ponieważ jednak Gwen najwyraźniej nie zauważyła tego nieprzyjemnego incydentu, zapisałem go sobie w pamięci celem późniejszego rozważenia. Rzecz jasna w każdej chwili spodziewałem się znajomego klepnięcia w ramię... tymczasem jednak cieszyłem się dobrym jedzeniem i winem oraz przyjemnym towarzystwem. Życie pełne jest tragedii. Jeśli pozwolisz, by cię one przygniotły, staniesz się obojętny na jego niewinne radości.. - Nie oczami nie-Ziemianina. Mogę nadać waszej sytuacji perspektywę, której w inny sposób nie zdobędziecie. Poza tym mogłabym się założyć, że nie macie pośród siebie ani jednego wyszkolonego socjo-historyka.. Wkrótce rozniosło się, że jesteśmy Europejczykami, i bez przerwy przychodzili ciekawscy, aby nas zobaczyć. Był wśród nich pewien młody, sympatyczny mnich. Kierował on transportem towarów do klasztoru Drepung i już nazajutrz miał ruszać dalej. Usłyszawszy, że mamy tylko jeden ładunek i bardzo nam spieszno do Lhasy, gotów był oddać nam do dyspozycji luźnego jaka ze swojej karawany. O pozwolenie na podróż nawet nie zapytał. Mieliśmy rację - im bliżej stolicy, tym mniejsze napotykaliśmy trudności. Uważano za oczywiste, że obcokrajowcy podróżujący tak długo przez Tybet posiadają ważne paszporty. Mimo to dłuższe postoje w jednym miejscu mogły przysporzyć nam kłopotów, a nuż wpadnie komuś do głowy zapytać o pozwolenie... Przezornie staraliśmy się jak najprędzej ruszać w dalszą drogę..